Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lezajsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lezajsk. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 marca 2012

Urbi et orbi...

Oto oficjalny wykaz powinowactwa, które łączy mnie z Jackiem Cieczkiewiczem.




Ta tablica pokrewienstw jest dowodem ogromu pracy, którą wykonał Jan Roman Cisowski. Jan – młody krakowianin studiujący w Bielsku – zajmuje się genealogią od 14 roku życia. Rodzina jego ojca pochodzi z Lubaczowa. Janek zbudował już olbrzymie drzewo w witrynie MyHeritage, a że moja rodzina pochodzi z powiatu lubaczowskiego, okazało się, że jestem z Jankiem powinowata. A że Janek – dzięki swojej mrówczej pracy – wykazał swoje powinowactwa i pokrewieństwo z prawie każdą rodziną z tamtych okolic, okazało się, że jestem powinowata także z Jolą Skalską, której rodzina pochodzi z Narola oraz z Anią Ordyczyńską z Leżajska –moimi dobrymi koleżankami genealogicznymi!Dlatego od dzisiaj nazywam Janka lubaczowskim Minakowskim!

Tak na marginesie, Janek z Jackiem jest powinowaty na 13 sposobów, a ja z Jankiem na 12 sposobów, z których najkrótszy ma trzy rodziny i 12 ogniw, a najdłuższy siedemnaście rodzin i 81 ogniw.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Pół dnia w Leżajsku.

Było pełne wrażeń, których  wystarczyłoby na tydzień!

Najpierw spotkanie z rodziną – najmłodszą kuzynką mojej Babci ciocią Bronią, jej mężem, ich córką Asią, oraz moją kuzynką drugiego stopnia, Marzeną, która nam to spotkanie ułatwiła. Razem poszliśmy na cmentarz, gdzie zapaliliśmy świeczki na grobach mojej prababci Heleny i jej siostry Kunegundy, oraz kuzynki mojej babci, Anieli Cz. i jej męża.  Aniela przechowywała przez dekady zdjęcia ślubne oraz inne mojej Babci i dzięki niej mam tak świetny album.
Potem zabrała nas do siebie Ania Ordyczyńska. Ania pracowała nad moimi leżajskimi zagadkami i słowem nie pisnęła, co jej się udało odkryć.  Powiedziała mi o tym dopiero przed kamerą jej syna podczas spotkania z vice-burmistrzem! Otóż udało jej się ustalić nie tylko tożsamość kobiety, która była na zdjęciu z Babcią, ale także gdzie mieszkała i część historii jej rodziny. Okazało się także, że od ponad 20tu lat pracuje z panią, do której rodziny należał dom, w którym mieszkała Babcia z moją Mamą. Nie pojechałam zobaczyć domu, bo postanowiłam zostawić te odwiedziny na następną wizytę. Może z moją Mamą?
Po wspanialym leczo u siebie Ania zabrała nas do gospodarstwa agroturystycznego „Pod Lipą” w Przychojcu pod Leżajskiem gdzie delektowaliśmy się trzema rodzajami pierogów oraz dwoma rodzajami nalewek! Chłopcy jedli aż im się uszy trzęsły; poza tym bardzo im się tam podobało. Jest tam muzeum rzeczy wiejskich, dwie świetnie zachowane stare chałupy ze starymi meblami, piece z zapieckami, stare, świetnie zachowane stroje chłopskie. Aniu, dlaczego nie jest to skansen? Bo chyba powinien być!
Potem pojechaliśmy do Giedlarowej. Miałam hipotezę, że być może Lusia (siostra mojej Mamy) tam zmarła [tak, Mamusiu, wiem, że zmarła w Niemirowie, ale dopóki nie znajdę jej aktu zgonu, będę szukała, gdzie się da]. Ania umożliwiła mi przejrzenie w USC w Leżajsku księgi zgonów z lat 1941-1945. Niestety, nie znalezłam tak aktu zgonu Lusi Wiśniowskiej.  Chyba będę musiała pojechać do Niemirowa.

piątek, 22 lipca 2011

Wakacje.

Dzisiaj moja przyjaciółka Jola odlatuje do Polski. Za tydzień dojadę do jej domku w Narolu z moimi synami. Już chyba wszystko zaplanowałyśmy – spotkanie z kolegami z Małopolskiego Towarzystwa Genealogicznego w Krakowie, spotkanie z Anią Ordyczyńską w Leżajsku, wyjazd do Horyńca i do Giedlarowej (może w końcu znajdę zagubioną Lusię?), spotkanie z kolegami-miłośnikami Horyńca Zdroju i spotkanie z panem Pawłem Bietkowskim, potomkiem ostanich właścicieli Horyńca. I wypady z nowym aparatem fotograficznym na stare cmentarze w okolicach Narola i Horyńca. Odwiedzę grób prababci w Leżajsku. Napisałam też do siostry Szymańskiej z archiwum Arcybiskupa Baziaka w Krakowie, że wpadnę.   
I to wszystko tylko na pierwszy tydzień naszych „wakacji”!
Moja babcia, Zofia Wiśniowska, ze swoją gospodynią z Giedlarowej, circa 1944.