Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chromosom Y. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chromosom Y. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2012

Kiedy DNA “kłamie”.

Co może być przyczyną, że wyniki genealogii genetycznej nie potwierdzają tej klasycznej, papierowej?





Bo DNA nie kłamie – jeżeli wynik badań DNA wykazuje, że dwóch mężczyzn ma różne haplotypy (szereg mutacji) chromosomu Y, to znaczy, że nie istnieje pomiędzy nimi pokrewieństwo w linii męskiej. Jeżeli cała dokumentacja papierowa wskazuje niepodważalnie, że są krewnymi, a ich DNA różni się, istnieje parę możliwości:

1.       Skok w bok ktrórejś z matek w linii łączącej;

2.       Panna była w ciąży z kimś innym gdy wyszła za mąż za ślubnego;

3.       Syn jest pogrobowcem, wdowa wyszła za mąż, gdy była w ciąży z poprzednim mężem;

4.       Syn było adoptowany i nie zapisano tego faktu;

5.       Syn przyjął nazwisko ojczyma po ślubie matki.

We wszystkich powyższych przypadkach biologiczna relacja między domniemanym ojcem a synem nie istnieje, ale na pewno istnieje relacja rodzinna czy uczuciowa. Oraz genealogiczna.

I tak to jest z badaniami DNA – jeżeli się zgadzają, jeżeli potwierdzają genealogie klasyczną to jest święto lasu i polonez, a jeżeli nie to mogą być niesnaski i zgrzytanie zębów.
To tak à propos komentarza do poprzedniego posta.
A tak w nawiasie, to jest setny post!

niedziela, 22 stycznia 2012

Nie mam czeskiego kuzyna!

Już wyjaśniam.
Otóż napisałam, że mam “kuzyna” po otrzymaniu pierwszych wyników Y-DNA. Były to wyniki badań na 12 markerach, czyli zdecydowanie za wcześnie na wiwaty (mea culpa, mea culpa). Na dwunastu markerach miałam 6 możliwych dalekich krewnych. Dalekich, bo nawet na tych 12 markerach wszyscy byli oddaleni o dwie mutacje, co oznacza bardzo małe prawdopodobnieństwo pokrewieństwa w czasach historycznych.

Gdy otrzymałm już wyniki wszystkich markerów, czyli 1-67, wszyscy ci “kuzyni” zniknęli z listy moich porównań. W bazie danych FTDNA ma żadnych mężczyzn z DNA nawet trochę podobnym do należącego do mojego Taty. L

Wpisałam także wyniki Taty do Ysearch (www.ysearch.org), bazy danych FTDNA poświęconej wyłącznie badaniom Y-DNA. Znowu nic. Nie ma tam żadnych Nowaczyków. Jest sześciu Nowaków (Polska, Włochy, Anglia, Czechy), ale Y-DNA żadnego z nich nie ma nic wspólnego z Y-DNA mojego Taty.

Pozostaje więc czekać, aż więcej mężczyzn z Wielkopolski podda się badaniom Y-DNA. Może wtedy znajdziemy jakiś nieznanych kuzynów.  Pod koniec XVIII wieku mój praszczur Maciej Nowak miał syna Tomasza, a jego syn Szymon czyli mój prapraprapradziadek miał jeszcze 4 innych synów. Czyli możliwe, że mam gdzieś jeszcze nieznanych kuzynów. Tylko jeszcze nie zbadali sobie swojego Y-DNA!

wtorek, 17 stycznia 2012

Opinia o badaniach genetycznych.

Moja miła znajoma, Maria Ł., wywołała mnie do tablicy na forum Galicja Projekt na Facebook’u. Otóż przypomniała mi, że podczas VI-tych urodzin Genpolu wyrażałam się bardzo sceptycznie na temat badań genetycznych i ich przydatności w genealogii. Ponieważ obecnie opisuję moje przygody z tymi badaniami, Maria doszła do wniosku, że zmieniłam zdanie. J
Otóż zdania nie zmieniłam! Nadal uważam, że badania dalekiego, prehistorycznego pochodzenia (deep ancestry) naszych przodków absolutnie nic nie dodaje w naszych poszukiwaniach genealogicznych. Jakie ma znaczenie, że linia macierzysta mojego Taty pochodzi od najliczniejszej grupy mitochondrialnej w Europie? Że 11% Europejczyków ma to samo pochodzenie? Wiedza ta nie pomoże w odnalezieniu aktu zgonu jego prababci, którego od paru lat szukam, nie pomoże mi także w przedłużeniu mojej męskiej linii poza dane, które znalazłam do tej pory w księgach parafialnych. Przewa między rokiem 1734 a 30 tysiącami lat wstecz jest jednak nie do przeskoczenia.  Badania deep ancestry mogą być o wiele bardziej przydatne w Ameryce, bo pozwolą na wykazanie pochodzenia linii męskiej lub macierzystej od ludów prekolumbijskich lub afrykańskich; a ża genealogia genetyczna przybyła do nas zza Atlantyku, dlatego też dajemy się trochę na nią nabierać.
Natomiast zawsze twierdziłam, że badania pokrewieństwa za pomocą DNA są bardzo przydatne. I dlatego zrobiłam badania chromosomu Y mojego Taty, aby go porównać do chromosomu Y znajomego, który być może jest dalekim krewnym. Jego linia męska wywodzi się z tych stamych stron co linia mojego Taty. Linii dokumentów do tej pory nie udało nam się połączyć. I właśnie w wypadku luk genealogicznych – czyli luk w aktach – genealogia genetyczna może być bardzo przydatna. Zarówno w przypadku linii męskiej, wdłuż linii dziedziczenia chromosomu Y jak i w linii macierzystej, wzdłuż linii dziedziczenia DNA mitochondrialnego. Oprócz tego kompanie genetyczne obecnie także oferują badania pokrewieństwa wzdłuż linii mieszanych, które także mogą być pomocne w łataniu dziur w drzewie, pod warunkiem, że posiadamy linie dokumentów. Dokumentacja archiwalna zawsze jest potrzebna.
Czyli mój wyrok: badanie pochodzenia prehistorycznego – do niczego, badanie pokrewieństwa osób żyjących – i owszem!

środa, 4 stycznia 2012

Dalsze badania DNA.

Wczoraj dostałam z FamilyTreeDNA przesyłkę na następny test, a z Polski – próbkę DNA Andrzeja z łodzi, którego przodkowie pochodzą z tych samych okolic co mój prapraprapraszczur Walenty. Już wszystko zapakowałam i wysłałam na badania. Za parę miesięcy dowiemy się, czy jesteśmy spokrewnieni.

To będzie o wiele milsze niż jakiś nieznany Czech! Trzymajcie kciuki!

PS. To nie reklama firmy!

wtorek, 3 stycznia 2012

Skąd mogę mieć czeskiego kuzyna?

Niedawno otrzymałam wyniki badań chromosomu Y mojego Taty. Wśród wielu różnych osób, które mają małe prawdopodobieństwo pochodzenia od tego samego przodka znalazł się mężczyzna (bo tylko mężczyźni mają chromosom Y) „z Czech”, którego chromosom Y jest identyczny z tym, który miał mój Tata.  Piszę „z Czech”, bo prawdopodobnie jest to pochodzenie podane przez osobę, która poddała się badaniam, a nie miejsce zamieszkania. Zanim poznam tę osobę, mogę tylko snuć domysły. Jest ich wiele: 



1.       Dawno temu, zanim jeszcze Nowak vel Nowaczyk z Objezierza zostal udokumentowany w tamtejszych księgach parafialnych, jakiś jego przodek przybył tamże z Czech; w Czechach został jego brat lub stryjek lub kuzyn i od tego krewnego pochodzi ta osoba.

2.       Jedna z wielu moich żeńskich w linii Nowaczyków przodkiń miała romans z jakimś przyjezdnym Czechem i całą genetyczną genealogię diabi wzieli! J

3.       Jakiś z Nowaczyków w moim drzewie miał romans z Czeszką i patrz wyżej.

4.       Osoba, która podała swoje DNA do badań o wielu pokoleń mieszka za granicami Polski i sądzi, że nazwisko Nowaczyk jest czeskie.

5.       Pomyłka w laboratorium, ale zapłaciłam ze te badania tyle, że nie mogę przypuścić tego do świadomości.

6.       Cała moja genealogia jest błędna. Cha cha cha.

Dla mnie najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest nr 4. Kłopot w tym, że myślałam, że udokumentowałam wszysktie linie boczne moich Nowaczyków. I nie ma w nich żadnych czeskich gałęzi. Więc może właśnie nr 3?
Co Wy na to?

sobota, 19 marca 2011

Chromosom Y pradziadka Macieja Nowaka.

Nazwiska dziedziczone są wzdłuż lini męskiej czyli po mieczu. Biologicznie, w ten sposób dziedziczony jest także chromosom Y. Chromosom Y jest najmniejszym z ludzkich chromosomów: oprócz genów płci męskiej posiada zaledwie jeden specificzny gen męski – gen owłosionych uszu (tak!!! kiedy ostatni raz widziałeś kobietę z włoskami na uszach?!) Poza tym, że jest on najmniejszym z ludzkich chromosomów, posiada on jedną własciwość, która jest bardzo przydatna w badaniach genealogicznych – gdy przekazywany jest z pokolenia na pokolenie jego sekwenecja DNA bardzo rzadko się zmienia (bardzo rzadko następują w nim mutacje). Dzięki tej właściwości możemy badać jego pochodzenie przez wiele pokoleń, aż do prehistorii – o tym kiedy indziej. Badania genetyczne chromosomu Y są także przydatne w badaniu pokrewieństwa linii męskich – o tym będzie dzisiaj.




Pochodzenie nazwiska Nowaczyk w mojej rodzinie jest udokumentowana genealogicznie do Macieja Nowaka, który żył w Objezierzu na początku osiemnastego wieku. Nazwisko zmieniło się na Nowaczyk w roku 1800, kiedy to jego wnuk Walenty, syn Szymona, ożenił się z Katarzyną Korczanką i jego nazwisko zostało zapisane jako Nowaczyk. Teoretycznie wszyscy mężczyni, którzy mogą udokumentować swoje pochodzenie od Macieja Nowaka posiadają ten sam chromosom Y (teoretycznie, bo musimy liczyć się z wypadkami zdrady małżeńskiej kobiet w liniach genealogicznych, kiedy to męskie dziecko otrzymuje chromosom Y od ojca biologicznego, a nie od ojca domniemangeo lub też udokumentowanego genealogicznie). Ponieważ nie udokumentowałam (jeszcze) wszystkich potomków Macieja, możliwe, że na Wielkopolsce, albo na świecie, żyją mężczyźni, którzy odziedziczyli ten sam chromosom. Można by udokumentować nasze pokrewieństwo gdybyśmy przeprowadzili badania genetyczne markerów chromosomu Y. Można by to zrobić badając masowo wszystkich mężczyzn na świecie o nazwisku Nowaczyk. Lecz te badania wykazałyby niewiele pokrewieństwa – to nazwisko na Wielkopolsce jest bardzo popularne, choć możliwe, że i tutaj moglibyśmy odnaleźć jakiś męskich krewnych. Bardziej owocne byłyby badania Nowaków oraz Nowaczyków pochodzących z parafii Objezierze – bo z pewnością wsród nich znazlazłby się jakiś krewny. Potem, badając ich genealogie w księgach metrykalnych można by dołączyć ich do mojego drzewa, oczywiście, gdyby pochodzili oni od Macieja. Maciej miał, poza moim prapraprapradziadkiem Szymonem miał syna Tomasza. Szymon, poza moim praprapradziadkiem Walentym miał synów Piotra, Jana i Tomasza. Nie wiem, czy mieli oni dzieci, nie wiem kiedy zmarli; wiem, że Jan miał co najmnniej dwie żony. Możliwe, że mają żyjących potomków, którzy mają ten sam chromosom Y co mój ojciec, jego kuzyni i stryjowie. Możliwe też, że dochowali się współczesnych potomków przodkowie Macieja, którzy żyli przed wprowadzeniem systematycznych zapisów w księgach parafialnych.


Tylko jak namówić nieznajomych na badania genetyczne? I kto za nie zapłaci? W końcu jedno badanie pochodzenia chromosomu Y kosztuje ok. 200 dolarów…